mistyka gór

Misterium spotkania z Bogiem jest Tremendum et Fascinosum. Tak swoją myśl wyrażali chociażby św. Grzegorz z Nyssy – na wschodzie, czy św. Grzegorz Wielki – na zachodzie. Za nimi mówili o tym: św. Tomasz z Akwinu, św. Katarzyna z Genui oraz wielu innych, a współcześnie również papież Benedykt XVI.

Bóg jest Tremendum. To znaczy jest Kimś większym od nas. Zatrważającym. Wzbudzającym szacunek i naturalną bojaźń. Jest po prostu Inny!
Jednocześnie Bóg jest Fascinosum. Kimś fascynującym, pociągającym, przyciągającym do siebie. Rodzącym w człowieku naturalne pragnienie bliskości.
Twórczy boski paradoks!

Pięknie to obrazuje scena z życia Mojżesza. Krzew płonął ogniem, a nie spalał się. Mojżesz z fascynacją mówi do sobie: Podejdę przyjrzeć się temu niezwykłemu zjawisku. Lecz kiedy Bóg objawił się Mojżeszowi, ten zasłonił twarz. Bał się bowiem zwrócić oczy na Boga, jak mówi nam Księga Wyjścia.

Tremendum et fascinosum w misterium spotkania z Bogiem.

***
Podobnie jest z górami. Są one cudownym odblaskiem Pana Boga w tym świecie. Oczywiście po człowieku, który został stworzony w sposób niepowtarzalny na boży obraz i podobieństwo.

Góry, które są tremendum et fascinosum napawają grozą i budzą szacunek. Wobec nich doświadczamy naszej małości, kruchości oraz bezradności. Domagają się szacunku i respektu, a z drugiej strony od wieków fascynują i skłaniają do zachwytu nad sobą. Mimo lęku stawianych kroków, człowiek chce iść je zdobywać. Chce zwyczajnie w nich przebywać. Może właśnie dlatego w górach, tak łatwo znaleźć Boga? Może dlatego, tak lekko Nim się oddycha?

Kiedy wyjdziemy w góry, być może będziemy szli po tej cienkiej granicy paradoksu, między tremendum a fascinosum. I właśnie tam, na tej cienkiej granicy, góry poproszą nas o ciszę. Ciszę, która otula to co święte, to co nietknięte – dziewicze. Nienazwane i tajemnicze. Milcząca Tajemnica. Ciche Misterium. Śp. ksiądz Józef Tischner mówił:

Góry milczą, a wszystko co milczy nadaje się do przechowywania ludzkich tajemnic.

Góry przechowują w sobie tajemnicę Boga… przechowają również twoją tajemnicę. Uszanuj ciszę, a ona wprowadzi cię w misterium Boga.

***
Oprócz gór, w które będziemy wychodzić każdego dnia, spotkacie tutaj jeszcze jedne góry, o wiele ważniejsze… drugiego człowieka!

Drugiego człowieka, który również nosi w sobie Tajemnice. Misterium, które z samej natury… z powodu tego, że jest po prostu drugim, napotkanym Ty na naszym szlaku życia, prosi o ciche wejście na cienką granicę paradoksu… tremendum et fascinosum.

Drugi człowiek, który prosi o szacunek i respekt dla siebie. Prosi o uszanowanie tajemnicy, którą w sobie nosi… swojej historii, zranień i kruchości. Prosi o świętą bojaźń przed swoją niepowtarzalną wartością! Jednocześnie zaprasza do fascynacji… do słuchania i wsłuchania się w to, co chce objawić. Prosi o poświęcenie czasu i uwagi.

Drugi człowiek jest najbardziej niedostępną górą i tylko on sam może zdecydować, kogo i kiedy wpuści – dopuści, do misterium swojej tajemnicy.
Pamiętaj… gwałtem gór się nie zdobywa!

***
Zdobywajcie szczyty, które widać na horyzoncie. Zdobywajcie szczyty, które macie obok siebie, bo tylko drugi napotkany człowiek staje się punktem odniesienia dla mojego życia. Tylko drugi człowiek może sprawić, że moje życie się zmieni.

Nie idźcie jednak sami w te góry. Zabierzcie w drogę ze sobą przewodnika… Pana Jezusa, który doprowadza do Ojca i do serca drugiego człowieka.

Nie zapominajcie również o Maryi, Matce Bożej od Szczęśliwych Powrotów, abyście przy Niej nauczyli się wracać do samych siebie. Do swego wnętrza… do swego serca, w którym odnajdziecie swoje Misterium, swoją własną Tajemnicę. Wydarzające się Tremendum et Fascinosum. Wracajcie do swego wnętrza, bo tam spotkacie Boga.

Dominikański mistyk, mistrz Eckhart mówił:

Bóg często nas nawiedza, ale my tak rzadko jesteśmy u siebie. 

Biorąc Niewiastę za rękę wrócimy do ciszy, w której mieszka Bóg. Wrócimy do wnętrza, gdzie zawsze spotkamy Tego, który nas nawiedza.

Na koniec Święty Grzegorz z Nyssy, jeden z najbardziej „górskich” Ojców Kościoła pisał:

Ten kto się wspina,
nie przestaje zaczynać ciągle od początku,
a tym początkom nie ma końca.
Nigdy zaś ten, kto się wspina,
nie przestaje pragnąć tego, co już zna.

*homilia wygłoszona na rozpoczęcie XXXV Obozu Adaptacyjnego Duszpasterstw Akademickich Wrocławia i Opola, Biały Dunajec 2018


3 września, wspomnienie św. Grzegorza Wielkiego, papieża i Ojca Kościoła.
Dzień przyjazdu młodych na Biały Dunajec…
Msza wieczorem…
a poranek… bardzo, bardzo wczesny.

Poszliśmy zakosztować Mistyki Gór… wejść w Tremendum et Fascinosum… poszliśmy się spotkać z własnym sercem… poszliśmy połaskotać Boga po stopach. Stając na palcach szczytu Mnicha można chwycić boże pięty. Sic! Poszliśmy więc, na jedną z najpiękniejszych tatrzańskich gór (przynajmniej dla mnie). Mnich – szpiczasty, wyrazisty, bajkowy.  Symbol Tatr. Patrząc na niego rodzi się Misterium. Tajemnica boskiego paradoksu… Tremendum et Fascinosum.

Na szlak ruszyliśmy o 4:00 nad ranem. Noc i światło księżyca pod stopami. Uśmiechy na twarzach i wisząca w powietrzu ekscytacja. Ciemność pewnych rzeczywistości nie potrafi skryć. Świtanie pełne ciszy, a wschód słońca… co tu dużo mówić, jeden z najpiękniejszych jakie można przeżyć. O 7:00 jesteśmy u podnóża Mnicha. Śniadanie, czekolada, rozkładanie szpeju i boskie napięcie w sercu.

Wspinamy się w trójkę. Męskie trio i Najodważniejsza, która pozostaje na dole, aby modlić się o nasze bezpieczeństwo. Jej słowo z dołu dodaje otuchy i napawa nadzieją.
Łączy nas lina i całkowite zaufanie do siebie. I to jest chyba najważniejszy akapit całej tej wyprawy. Zaufanie! Kiedy wisisz na linie i jesteś przyklejony do nagiej skały, a pod stopami masz 100/200 metrów przepaści, możesz jedynie zaufać drugiemu człowiekowi.  Ufasz, że rzeczywiście jego asekuracja jest dla ciebie gwarantem bezpieczeństwa. Zaufanie do przyjaciół skały pozwoli ci rozwinąć twoje umiejętności, utwierdzi twoją odwagę, okiełzna lęk i zbuduje więź, która poprowadzi na sam szczyt. Niezależnie czy staniesz na wierzchołku góry czy zaliczysz wycof.

Na szczycie stanęliśmy. Pogoda była cudowna. Widoki przepiękne. Tremedum ścisnęło serce. Fascinosum je przytuliło. A Pana Boga po stopach tego dnia łaskotaliśmy do rozpuku.  Ostatnie spojrzenie z Mnicha, któremu na czub kaptura się wdrapaliśmy i ostatni akord wspinaczki, czyli zjazd linami na miejsce ustronne.
Oddech uspokoił się, kiedy ostatni z nas zjechał na sam dół. Dopiero wtedy nastała wewnętrzna cisza, którą mnich szanuje.

Tremednum et Fascinosum… resztę pozostawiam w Tajemnicy.

***
Mnich na Mnichu. Pięknie brzmi. A wejście dedykuje Basi, która życiowo zdobywa szczyty o wiele większe. Większe niż Mnich, niż K2 czy Mount Everest. Szczyty, w których każde okienko pogodowe jest bezcenne, a stopień trudności przewyższa wszelkie ludzkie umiejętności. Wierzę, że Basia szczyt zdobędzie, bo w sercu i na ustach ma nieustannie słowa psalmisty:

Gdy słabnie moje serce:
na skałę zbyt dla mnie wysoką
wprowadź mnie.
Psalm 42

 

 

 

***

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s