Gerazym i Lew Jordan

Dzień skupienia, refektarz mnichów, obiadowa lektura i żywot św. Gerazyma, który stał się „specyficznym” towarzyszem mojej drogi.

***
Św. Gerazym – urodził się w Azji Mniejszej w Licyi. Umiłowawszy w swojej młodości Boga ponad wszystko, potraktował słowo Ewangelii bardzo poważnie i porzucił swoje dotychczasowe życie. Wyruszył do Palestyny i osiadł na pustyni tebańskiej, gdzie prowadził życie ascetyczne zgodne z nauczaniem świętych ojców pustyni. Około roku 450 przeniósł się nad Jordan, gdzie założył monaster o surowej regule. Monaster miał charakter mieszany tzn. posiadał kolonie eremów oraz ośrodek monastyczny, do którego pustelnicy wracali na niedziele i święta dla sprawowania Świętej Liturgii i spożywania Eucharystii. Każdy mnich modlił się nieustannie i ciężko pracował wyplatając koszyki i liny z wikliny. Ich pokarmem były jedynie chleb i woda. W celach mnisi posiadali naczynie z wodą oraz matę.  Święty Gerazym będąc przełożonym i założycielem monasteru miał tylko jeden cel: prowadzić braci do nieba… z łagodnością. Tak też czynił.

Szczególną jednak cechą św. Gerazyma, była jego wielka łagodność. Łagodność, która objawiała się również w wielkiej miłości do zwierząt, które tak chętnie karmił oddając im ze swojego, głaskał, a także leczył. Łagodność jaką miał do zwierząt płynęła prosto z umiłowania Stwórcy Wszechrzeczy. Popularność Gerazyma w Kościele Prawosławnym bierze się jednak stąd, że ów święty miał lwa, oswojonego wielkiego kota. Tak!  W swej Łące duchownej Jan Moschos opisuje w jaki sposób los lwa i św. Gerazyma złączyły się na całe ich doczesne życie.

***
Pewnego dnia, w okresie Wielkiego Postu, święty idąc przez pustynię, nieopodal Jordanu napotkał ryczącego z bólu lwa z opuchniętą i zranioną łapą, z powodu wbitego kolca. Święty Gerazym delikatnie podszedł do lwa, wyjął kolec, oczyścił i opatrzył ranę. Kiedy chciał odejść, wdzięczny lew nie chciał go już odstąpić na krok. Tak oto św. Gerazym zaprzyjaźnił się z lwem, który odtąd wszędzie chodził za mnichem. Nowy jednak obywatel monasteru wzbudził lęk wśród mnichów. Z czasem zaakceptowali lwa i nadali mu nawet imię Jordan. Lew Jordan dzielił z mnichami trudy ascezy, wiele pościł i wychodził na pustynię. Złożył również ślub, że nie tknie więcej żadnego mięsa. Jego codziennym obowiązkiem było wypasanie klasztornego osła, który nosił wodę do klasztoru. Któregoś jednak dnia osioł zabłąkał się i został porwany przez przejeżdżającą karawanę. Smutny Lew Jordan wrócił do klasztoru. Mnisi od razu pojęli, że Jordan złamał ślub i zjadł osła nie wytrzymując tak ciężkiego postu dla lwa. Za karę wysłuchał długiego kazania św. Gerazyma oraz przejął obowiązki osła i od tej pory nosił wodę do klasztoru. Ciężko i niesłusznie Jordan pokutował, aż do dnia kiedy karawana wracała. Lew Jordan podjął skuteczną próbę odzyskania osła i z radością serca powrócił do monasteru, obwieścić braciom odnalezienie osła i swoją niewinność. Wszyscy podziwiali niewinność Jordana, mówili o nim, że jest prawie jak mnich.

Podania mówią, że sam założyciel św. Gerazym zmarł 5 marca 475 r.  W tym też dniu wspominają go kalendarze syryjskie oraz Martyrologium Rzymskie. Jednak lwa Jordana przy jego śmierci nie było. Kiedy Jordan dowiedział się o śmierci swego mistrza wpadł w rozpacz. Poszedł na grób św. Gerazyma i tam z tęsknoty również umarł. Mnisi zakopali go obok swojego życiowego towarzysza.

Jan Moschos przytacza historię tego prawie mnicha Jordana w przepiękny sposób; Święty Gerazym nie uczłowieczył lwa. On żyjąc z Bogiem w pełni, uczłowieczył samego siebie. Lew Jordan to wyczuł całą swoją naturą i żył z nim tak, jak żyli ludzie i natura w Raju przed skażeniem grzechem. Święty Gerazym był tak blisko Boga, że jego cała relacja ze stworzeniem była oparta na szacunku, łagodności i harmonijnej współpracy. W Świętym Gerazymie nie było śladu przemocy. Cały był łagodnością. Przyroda, natura, świat stworzony przy św. Gerazymie przypomniały sobie stan pierwotnej czystości i niewinności. Mogły być w końcu sobą.

***
Może i legendarna opowieść. Może troszkę wzbudza uśmiech na twarzy. Może i tak…
Może nie ma sensu wierzyć… a może jednak warto…?
Ja wierzę, ponieważ wierzę w przebóstwienie człowieka tu na ziemi. Wierzę w możliwość zjednoczenia duszy z Bogiem. Wierzę w odnowienie człowieka i stworzenia.
Wierzę, że można stać się przezroczystym wobec natury i świata stworzonego, gdzie nie ma już przemocy, gdzie jest łagodność, gdzie Raj na nowo zakwita.

Święty Gerazymie, co towarzysza lwa Jordana miałeś – módl się za nami.

Pisząc żywot św. Gerazyma korzystałem z:
Przegląd Prawosławny,
Szymon Hołownia – święci codziennego użytku

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s