stopowe żagle

Ostatni raz stopowałem w wakacje… a więc wracamy na trasę. 6 rano, prawie -10°C w Warszawie. Księżyc ogromny, nisko osadzony, jakby na wyciągnięcie ręki. Nie biały lecz lekko zardzewiały. Cudny. Taka potężna hostia wypieczona z żytniej i szlachetnej mąki. Ruszam na rekolekcje z pisaniem ikon do Opactwa Benedyktynek, do Krzeszowa na Dolny Śląsk. Oczekuję mojego stopa. Pierwsze chwile nieprzyjemne, zimny wiatr, jeszcze ciemno, samochody pędzą przez autostradę. Nieźle zmarzłem. Ale dzisiejszy stop był spod znaku morskiej bandery. Wyjeżdżam z Warszawy. Pojawiają się pola, lasy. Oddycham nowymi widokami. Karmię się zbawiennym brakiem, brakiem betonu i świetlówek. Pierwszy stopowy dobrodziej to żeglarz. Rozmawiamy o jeziorach, morzach i o tym, że technika, brak ciszy i suche relacje międzyludzkie zabierają nam życie. Później spotykam spóźnioną Marysię, która dla mnie spóźnia się jeszcze bardziej. Przejeżdżam, a może przepływam dzięki niej przez Łódź. Zabiera mnie później Pan Mariusz. Na kokpicie swojego tira ma: krzyż, modlitewnik i wysłużone Pismo Święte. Rozpoczynamy miłą rozmowę… jednak urzekł mnie swoją prostą zgodą na to, abym sobie pomilczał, abym sobie pospał, abym pobył ze swoimi myślami. Po drodze mijamy autostradowy MOP Jonas. Na koniec rozmawiamy o pływających barkach na rzekach. Jestem już za Wrocławiem, tam zabierają mnie zakonne siostry – Józefitki, które na co dzień otrzymują posługę od naszych bosych braci. Święty Józef podwozi mnie kawałek dalej i… zatrzymuje się Marcin, kolejny żeglarz. Pyta się: dokąd bracie? Mówię – Krzeszów. Wpisuje w nawigacje i ruszyliśmy. Zdziwiony po chwili pytam się, czy to mu po drodze? A jakie to ma znaczenie – usłyszałem w odpowiedzi. I dodał: mi zawsze jest po drodze.

Zaczynamy rozmawiać… o górach, morzu i żaglach, o Panu Bogu i muzyce. Puszcza mi wspaniałe żeglarskie szanty, także utwory skomponowane przez siebie. On śpiewa na głos, ja przytupuję w rytm żeglarskiej nuty. Niczym starzy znajomi pozwalamy sobie na muzyczną zabawę. Słuchaliśmy różnych wspaniałych utworów, przed którymi Marcin dawał piękne wprowadzenia. Opowiadał o żaglach z taką pasją, że w jednej chwili zapragnąłem tam być. Wielki i bezkresny ocean. Na pokładzie wszyscy śpią, a Marcin pełni całonocną służbę i mówi mi: wtedy odkrywasz jak mały jesteś wobec Boga. Wystarczy jedna fala i zostajesz połknięty przez ocean. Jesteś znikomy, jesteś całkowicie zależny od Boga, jesteś całkowicie w Jego dłoniach. Doświadczenie totalnej ufności. Na wodzie jesteś tylko Ty i Bóg. Znikają szarości. Wszystko się upraszcza. Wszystko staje się białe lub czarne. Ufasz i współpracujesz, albo giniesz. Po chwili dodaje: tak samo jest w życiu. Nie ma co go komplikować. Wszystko jest proste. Kiedy ufasz, wszystko jest proste.

Dojeżdżamy do Krzeszowa. Rozśpiewani, zachwyceni urokiem otaczającej nas przyrody. Wszędzie biało. Ośnieżone góry i lasy. W oddali króluje Śnieżka. Słońce i śnieg – blask radości. Oddycham w końcu naturą. Jakbym porzucił czas. Stan błogosławiony. Na koniec wymieniamy się muzyką. On zgrywa mi swoje szanty, ja ofiarowuje mu nasz karmelitański chorał gregoriański. Wymieniamy się numerami. Dostaję zaproszenie na wodę, na żagle. Pomyślałem wychodząc z samochodu… człowiek godny zaufania… dałbym się mu poprowadzić na bezkresne wody oceanu. Kto wie…

Z poczuciem wdzięczności za Spotkanie ruszam do klasztoru. Bazylika, cisza i spokój otoczenia. Maryja wita mnie dyskretnie, wszak to Jej święte miejsce. Myślę sobie: Maryja Gwiazda Morza. Na furcie tradycyjny dzwonek, którym trzeba szarpnąć. Ach, co za dźwięk. Pojawia się znajoma Siostra. Trafiłem akurat na obiad.

Spotkanie najważniejsze… idę do kaplicy sióstr, która tak wiele dla mnie znaczy. Cudowny zapach kadzidła pobudza moje duchowe zmysły. Miejsce modlitwy. Jestem u siebie. Od jutra zaczynamy rekolekcje, zaczynamy pisać Ikony.

PS.
Żeglarze, gdy im zamarza woda idą w góry i na szczycie z dobrotliwym przekąsem mówią: Pięknie, ale mogłoby zalać to wszystko wodą i tylko wierzchołki pozostawić. A przede mną góry. Ukochane. Ze Śnieżką spoglądamy na siebie z pokorą i szacunkiem. Mówią tu, że najpiękniejsza jest właśnie zimą, kiedy ubrana w śnieg i sopel lodu. Na szczęście tam nie potrzebuję ni statku, ni stopa… mam nogi, to wystarczy. To będzie korona rekolekcji…

PS.
Poniżej link. Szanta, prosto ze stopowej drogi. Nawigator co wybawił Jonasza i prowadzi łódź piotrową.

Banana Boat – Nawigator

stella_maris_icon_

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s