Ortodoksja smakuje

dnia

Ostatnio zastanawiałem się ile w swoim życiu książek przeczytałem, ilu autorów poznałem, ile stronic, ile zdań, ile słów przeniknęło przez mój umysł. Jam mól książkowy, więc trudno to zliczyć. Czas seminarium to nawet kilka książek przeczytanych tygodniowo. Czytałem wszystko. Fascynowałem się wieloma płaszczyznami. Podejmowałem temat i starałem się maksymalnie go przekopać. Moja karta biblioteczna naprawdę robi wrażenie. Czytałem różnych autorów, konfrontowałem ze sobą różne spojrzenia. Szukałem, porównywałem, dyskutowałem, fascynowałem się  i prowokowałem. Pozwalałem, aby wszystko mogło „wskoczyć” na właściwe sobie miejsce. Co mnie interesowało? (a może co mnie nie interesowało?) Teologia duchowości, zwłaszcza nasza karmelitańska. Mistycyzm nadreński, angielski czy cysterski. Zagadnienia małżeńskie i rodzinne. Ekumenizm i dialog międzyreligijny. Postać Marcina Lutra, Karla Rahnera, Hansa Ursa von Balthasara i wielu innych. Zgłębiałem religię Islamu i jego Sufizm. Buddyzm i Zen, Hinduizm i Yogę. Smakowałem mnóstwo poezji i rozczytywałem się w  książkach C.S. Lewis’a. Pochłonięty zostałem przez biblistykę i duchowy pierwiastek Judaizmu. Kąpałem się w teologii i duchowości Prawosławnego Wschodu. Szukałem „duchowości” ateistów i kłóciłem się z wieloma filozofami od Platona po Emila Ciorana. Zgłębiałem psychologię, bioetykę i teologię moralną, demonologię i sztukę parzenia herbaty. Ale najwięcej czasu poświęciłem Biblii, Ojcom Kościoła, duchowości Karmelu oraz studiowaniu Liturgii Kościoła. Czas seminarium był naprawdę intensywny i twórczy. Z jednej strony można powiedzieć zostałem „skażony” niebezpieczną i wątpliwą wiedzą. Z drugiej zaś strony, kapłanowi wiedza jest potrzebna. Ma być pasterzem, który ochroni swoje owce, a więc musi się orientować gdzie, kiedy i jak atakują wilki. Kim one są i jak wyglądają. Nie może być naiwny. Św. Teresa od Jezusa mówiła, że gdyby miała do wyboru na swojego spowiednika kapłana pobożnego, a wykształconego, to wybrałaby tego drugiego. Rozum trzeba napełniać, jednak pytanie za czym pójdzie duch i serce?

***
Sporo miałkości dookoła nas. Tyle pudru i powierzchowności. W księgarniach mnóstwo rzekomo dobrych książek. W sieci każdy gada co chce i uznaje się za moralny autorytet w kwestiach wiary. Na uniwersytetach wystarczy mieć doktorat, a może nawet tylko magisterium, aby otrzymać jednocześnie mandat nieomylności.  Niestety oddalamy się coraz bardziej od źródła. A tak marginesie: Uważam, że Kościół powinien ustanowić instytucje kościelną, która nadawałaby Imprimatur na działalność wszelkich pismaków, blogerów i teologów wirtualnej ambony, jaką jest Internet. Aby każdy kto wchodzi na jakiś portal, stronę, bloga, kanał czy fanpage, był informowany o tym, że autor poddał się weryfikacji i ocenie Kościoła, co do treści które głosi. Dla odbiorcy powinna być dostępna informacja o tym, że takowy autor posiada od Kościoła pieczęć czystości wiary i nauki, którą głosi oraz jest nieustannie monitorowany ze swoich poczynań. Sam chętnie uzyskałbym taki Imprimatur. Nie jestem nieomylny, a pragnę kroczyć drogą Prawdy!

***
Z czasem jednak nowinki teologiczne, wybujałe sentencje życiowe i duchowe ciekawostki zeszły na margines… a nawet z niego wypadły. Widzę jak wszystko się upraszcza. Wszystko dąży do prostoty, transparentności i ku porządkowi. Już nic, tak jak kiedyś nie smakuje. Rzadko kiedy doczytuje jakąś książkę, jeśli po jakąś tam „nowość” sięgnę. W księgarniach przechodzę wszystkie działy i pewnym krokiem zmierzam do półek, na których wiem, że spotkam Źródła. Została mi oczywiście Biblia. Zostali Ojcowie Kościoła, po których każda inna lektura nie jest już taka sama. Została Teresa od Jezusa i został mi Jan od Krzyża. Zostali Ojcowie Pustyni i Mistycy Kościoła. Nawet mój ulubieniec Thomas Merton już mi się ostatnio przejadł. Ale i współcześnie wytryskują orzeźwiające źródła niezmąconej Nauki Bożej. Są nimi np.: Bł. Kardynał J.H. Newman, G. K. Chesterton, Romano Guardini, Jacques Maritain, Sł. B. Abp Fulton Sheen (rozpływam się przy jego prostocie a zarazem głębi), św. Josemaría Escrivá, czy genialny papież Benedykt XVI (mam nadzieję, że dzieła Benedykta XVI staną się wkrótce nową Sumą Teologiczną dla całego Kościoła). Coraz bardziej widzę jak niezmąconym zwierciadłem jest Tradycja Kościoła. Prosta. Przejrzysta. Głęboka. Nie ma co kombinować. Nie trzeba daleko gdzieś szukać. Wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. Bożą Głębię mamy u siebie w Domu. W Kościele! Wystarczy pokornie zgiąć kolana i napić się ze źródła wody czystej, orzeźwiającej i gaszącej wszelkie pragnienie. A gdybym na bezludną wyspę mógłbym wziąć tylko dwie książki. Byłby to: Biblia i Mszał. A jeśli to nie książki, bo przecież one wymykają się z kategorii: „książka”. To wziąłbym oprócz nich: Filokalię i dzieła św. Jana od Krzyża.

Zakosztowałem wielu dań z menu, które jest nam dziś oferowane i stwierdzam, że: ortodoksja smakuje najlepiej.

opportunities_art

Reklamy

2 Komentarze Dodaj własny

  1. sol pisze:

    Brat to jest gosc! Takich nam trzeba:) chcialbym poznawac takich ojcow;) a takie imprimatur fajna sprawa, tylko zbyt duzo do zbadania byloby myśle.
    Podziwiam, kocham i czekam ma kolejne wpisy:)

    Polubienie

  2. dodam jeszcze św. bpa Pelczara

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s