kanapowe nieszczęscie

XXII Niedziela Zwykła – Łk 14,1.7-14

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.

***
Dzisiejsza Ewangelia ma dwa bieguny. Na jednym z nich jesteśmy my.
My, którzy pragniemy być nieustannie naj… najpiękniejsi, najlepsi, najbogatsi, najwspanialsi, najbardziej lubiani, szanowani, kochani…
Trudno nam się dziwić… żyjemy w kulturze masowego NAJ, odmienianego przez wszystkie możliwe przypadki.

A Jezus, w pierwszej części Ewangelii mówi: Wyluzuj człowieku! z prostych dwóch powodów:
Primo – często się znajdzie w tym świecie ktoś, kto zwyczajnie w czymś będzie od ciebie lepszy. Znajdzie się ktoś, kogo świat bardziej doceni.
Pompujesz swoje ego i nagle ono pęka jak balonik, tylko dlatego, że nie okazałeś się znowu naj…
Due – Jak wyluzujesz i nabierzesz trochę dystansu do samego siebie, to będzie wszędzie ci dobrze w tym wszechświecie. Na początku i na szarym końcu.
Pierwsza część Ewangelii mówi o pokorze… która jest pewnego rodzaju dystansem do samego siebie. Ludzie! trochę luzu… zbyt często traktujemy życie śmiertelnie poważnie.
Uśmiechnij się, zajmij ostatnie miejsce, a zobaczysz jak ten świat się spina… spuść powietrze, bo pękniesz z tego chorobliwego przymusu bycia naj…
Nie musisz… już nie…

***
Na drugim biegunie są ludzie również naj… Najbiedniejsi, najlichsi, najsłabsi, najbardziej pogardzani, najbardziej znienawidzeni.
Ludzie naj, w których wpatrzony jest Bóg… nieustannie… Chromi, bidni, ślepi, kulawi, trędowaci – to ludzie nieczyści, ludzie bez praw w Izraelu. A na pewno już bez prawa do czyjeś gościnności.

A Jezus pokazuje nam swoją ucztę. Ucztę urządzoną według swojego Serca. Ucztę całkiem inną, z Innymi. Ucztę z nowym porządkiem prawa.
On zaprasza tych, których my nie zapraszamy!
My nieustannie segregujemy, sortujemy ludzi, których zaprosimy do naszego życia. Segregujemy według naszych upodobań, przekonań, naszego osobistego komfortu. Zapraszamy do siebie ludzi NAJbardziej nam odpowiadających. Zapraszamy według klucza: aby tylko nie utracić osobistego komfortu.

Dziwy traf…? Nieustannie segregujemy ludzi i nieustannie jesteśmy nieszczęśliwi.
A Jezus mówi: ZAPROŚ ICH! (nieczystych – najlichszych, najbiedniejszych, najsłabszych) A BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWY!

Papież Franciszek świetnie podsumował stan naszego uśpienia, zamknięcia, zadbania o nasz osobisty komfort:

Ale jest też w życiu inny, jeszcze bardziej niebezpieczny paraliż, dla młodych często trudny do rozpoznania, którego uznanie sporo nas kosztuje. Lubię nazywać go paraliżem rodzącym się wówczas, gdy mylimy SZCZĘŚCIE z KANAPĄ! Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie. Kanapa – jak te, które są teraz, nowoczesne, łącznie z masażami usypiającymi –które gwarantują godziny spokoju, żeby nas przenieść w świat gier wideo i spędzania wielu godzin przed komputerem. Kanapa na wszelkie typy bólu i strachu. Kanapa sprawiająca, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. „Kanapaszczęście” jest prawdopodobnie cichym paraliżem, który może nas zniszczyć najbardziej; bo po trochu, nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się ospali, ogłupiali, otumanieni, wczoraj mówiłem o młodych, którzy idą na emeryturę w wieku 20 lat – podczas gdy inni – może bardziej żywi, ale nie lepsi – decydują o naszej przyszłości. Z pewnością dla wielu łatwiej i korzystniej jest mieć młodych ludzi ogłupiałych i otumanionych, mylących szczęście z kanapą; dla wielu okazuje się to wygodniejsze, niż posiadanie młodych bystrych, pragnących odpowiedzieć i na wszystkie aspiracje serca. Pytam was: czy chce być ospali, ogłupiali, otumanieni? Czy chcecie, żeby inni decydowali o waszej przyszłości? Czy chcecie być wolni? Rozbudzeni. Walczyć o waszą przyszłość? (…) Nie jesteście zbyt przekonani, co? Prawda jednak jest inna: kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat, aby „wegetować”, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie nie pozostawiając śladu. A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo i to bardzo wysoka: tracimy wolność. To jest cena. Jest wiele osób, którzy nie chcą, żeby młodzi byli wolni. Przeciwnie. Chcą, żeby byli otumanieni, ogłupiali.

Ale zostawił również drogowskaz:

Przyjaciele, Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze „poza”. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością, tą radością, która rodzi się z miłości Boga, radością, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia. Pójść na ulice naśladując „szaleństwo” naszego Boga, który uczy nas spotykania Go w głodnym, spragnionym, nagim, chorym, w przyjacielu, który źle skończył, w więźniu, w uchodźcy i w imigrancie, w człowieku bliskim, który jest samotny. Pójść drogami naszego Boga, który zaprasza nas, abyśmy byli aktorami politycznymi, ludźmi myślącymi, animatorami społecznymi. Pobudza nas do myślenia o gospodarce bardziej solidarnej. We wszystkich środowiskach, w jakich jesteście, miłość Boga zachęca nas do niesienia Dobrej Nowiny, czyniąc ze swojego życia dar dla Niego i dla innych. To znaczy do bycia odważnymi i wolnymi…
Drodzy przyjaciele, jest to tajemnica, do której doświadczenia jesteśmy powołani wszyscy. Bóg czegoś od ciebie oczekuje, Bóg czegoś od ciebie chce, Bóg czeka na ciebie. Bóg przychodzi, aby złamać nasze zamknięcia, przychodzi, aby otworzyć drzwi naszego życia, naszych wizji, naszych spojrzeń. Bóg przychodzi, aby otworzyć wszystko, co ciebie zamyka. Zaprasza cię, abyś marzył, chce ci pokazać, że świat, w którym jesteś, może być inny. Tak to jest: jeśli nie dasz z siebie tego, co w tobie najlepsze, świat nie będzie inny. To jest wyzwanie! Czasy w których żyjemy nie potrzebują młodych kanapowych, ale młodych ludzi w butach, najlepiej w butach wyczynowych.

Wyjdź ze strefy swojego komfortu i zejdź ze swej kanapy. Wyjdź i ZAPROŚ ICH! a zasmakujesz nowej jakości SZCZĘŚCIA!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s