za górami, za lasami…

XXI Niedziela Zwykła – Łk 13,22-30

Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.

***
Dziś, chciałbym Wam opowiedzieć niezwykłą bajkę. Posłuchajcie zatem pewnej historii, która wydarzyła się w nieodległej krainie.

Za górami, za lasami, za siedmioma dolinami, żyły bardzo stare ludy z turbanami. Mieszkali w krainach rozległych, gdzie wydawało się, że słońce nigdy nie zachodzi. Były to kraje suche i pustynne. Trawa zielona rosła jedynie wzdłuż najdłuższej rzeki świata. Ludy tam zamieszkujące, były bardzo proste, ubogie, może nawet trochę prymitywne. Za wiele nie mieli. W sumie poza piaskiem, namiotami i czarną herbatą nie mieli nic. Wszak! Mieli jeszcze silną wiarę. Fakt, trochę niezrozumiałą, zresztą im też ta wiara czasami sprawiała trudności. Sami chyba do końca jej nie rozumieli. Mieli też swojego króla, nawet nie jednego. Długi czas wiedli życie ciche i spokojne. Żyli z dnia na dzień. A na świat przychodziło każdego roku mnóstwo dzieci, które bardzo kochali od pierwszego dnia, jak się dowiadywali, że zostaną rodzicami. Dzieci były święte, a życie wiedli skromne. Wiele do życia nie potrzebowali. Jednak do owej krainy przyszedł czas, w którym zaczęło brakować jedzenia dla tak licznych ludów. Ich piaszczysta ziemia i długa rzeka, nie były wstanie ich już wykarmić. Na dodatek przyszedł również okres okrutnej i straszliwej wojny. Bracia walczyli między sobą, nikt nie czuł się już bezpieczny w owych krainach. Wojna ta była straszliwsza, niż wszelka pustynna burza. Tej wojny nikt nie chciał, nikt tak naprawdę jej nie rozumiał i nikt również nie wiedział jak ją zakończyć. Na pomoc przyszły im nawet inne królestwa, lecz to pogorszyło całą sprawę. Wojny były coraz większe i większe… niestety zaczęły również niszczyć ludzkie serca. Zasiały lęk, niepokój, nienawiść. Wszyscy nieustannie się bali i coraz bardziej byli zmęczeni głodem i strachem. Śmierć stała się im siostrą, bliższą niż kiedykolwiek.

Pustynne ludy coraz bardziej marzyły o życiu w pokoju. Zaczęły marzyć o kraju, o którym słyszały, że panuje w nich pokój, dobrobyt, szacunek, tolerancja, wolność i miłość. Po jakimś czasie pozostały im tylko marzenia. Nie mając nic już do stracenia, ruszyły do swojej ziemi obiecanej, o której wiedziały jedynie z legend i wielkich atlasów świata. Zaczęli sprzedawać swoje namioty, zapasy czarnej herbaty i kosztowności swoich żon i córek. Kupowali za to prawo do wejścia na malutką łódeczkę. Łódeczką tą mieli się dostać do wielkiego i nowego królestwa swoich marzeń. Do królestwa, gdzie – tak im mówiono – słońce świeci nad złymi i dobrymi, a deszcz pada dla sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Chcieli się dostać do królestwa, gdzie ponoć kąkol rośnie wraz pszenicą, aż do czasów zbiorów, aby przypadkiem nie wyrwać złotej pszenicy. To wszystko napawało ich nadzieją, ponieważ mieli świadomość, że oni również nie są doskonali, że wśród nich są źli i dobrzy, są zagubieni i zniszczeni straszną wojną, panującą już tyle lat. Niektórzy z nich od swego dzieciństwa, pamiętali tylko wojnę. Nawet nie wiedzą co to pokój. Ich ojcowie mieli nadzieję, że w końcu go doświadczą. Ludy pustynne ruszyły, wszyscy razem, wielką falą nadziei. Przedzierali się przez linie frontu krwawej wojny, pędzili ile sił w nogach, niosąc w swych rękach to, co udało im się zachować ze swego skromnego dobytku. Ruszyli, nie wiedząc czy starczy im jedzenia, czy kiedykolwiek dotrą do ziemi nadziei i pokoju. Zmierzali w stronę wybrzeża, na plażę, gdzie mieli raz ostatni spojrzeć na swoje piaszczyste krainy. Czekając w długich kolejkach, wsiadali na przeładowane małe łódeczki, modląc się do swego Boga, aby dał im spokojne morze, czyste niebo i trochę lekkiego deszczu dla ugaszenia pragnienia. Bardzo wielu z nich, po długiej i męczącej wędrówce dopłynęło do wspaniałej i legendarnej krainy. Lecz wielu, potopiło się w bezkresnych wodach oceanu. Część z nich nie mająca pieniędzy – byli bowiem tak bardzo ubodzy i zdesperowani – postanowiła pójść długą i niebezpieczną drogą przez wielkie i zdradliwe góry. Także wielu z nich, nie dotarło co celu. Siostra śmierć nie opuszczała ich na krok.

Ci co dotarli do owej krainy, spotkali się z pięknym i niesamowicie różnorodnym królestwem. Królestwo to miało wspaniałe jeziora, lasy, rzeki i żyzne pola. Góry i wspaniałe miasta. Było bogate i miało dowody wspaniałej historii, kultury oraz nienagannych obyczajów. Jednakże królestwo złotej legendy, dla ludów z małych łódeczek, było zupełnie niezrozumiałe. Przecież byli tylko ludami pustyni, namiotów i czarnej herbaty. Znaleźli się w kraju, który pomimo, iż mówił że kocha wszystkich ludzi, nawet swoich nieprzyjaciół, to jednak ludów z małych łódeczek nie chcieli przyjąć, nie pokochali ich i bardzo starannie zamknęli przed nimi swe serca. Oczywiście nie wszyscy, byli bowiem tacy, którzy pod swój dach przyjmowali braci i siostry z pustynnych krain. Jednak wszystkich nie zdołali pomieścić w swoich gospodarstwach. Czyżby małe łódeczki miałby się stać domem ludzi namiotów…?

Sytuacja robiła się coraz trudniejsza. Jednak któregoś niespodziewanego przez nikogo dnia, kiedy to ludy z małych łódek traciły już nadzieję, przybył Wielki Król. Przybył o cudownym wschodzie słońca. Przyjechał na swych złotych rydwanach z odległego i największego Królestwa, jakie istniało pod niebem pełnym gwiazd. Oto przybył Król i obwołał swoje panowanie. Nadał wszystkim nowe prawo i ustalił nowy porządek świata. Prawo, które zresztą od wielu, wielu lat zapowiadał przez swych odkrywców, kolonizatorów i misjonarzy. Do tego wspaniałego i jakże dobrego Króla zaczęły napływać najróżniejszy ludy. Przybywali ludzie ze wschodu i zachodu, z północy oraz południa. Przybyły również do Wielkiego Króla pustynne ludy z małych łódeczek. Król z wielką radością przyjął ich wszystkich. Wszyscy zasiedli w owym Królestwie do wielkiego stołu gościnności. Po długich zawirowaniach, spóźnieni i niezadowoleni, przywędrowali ludzie z krainy, do której niegdyś wędrowały wszystkie narody – również ludy pustynne z małych łódeczek tam zmierzały. Przybyli, lecz bramy Królestwa zastali zamknięte. Do ich uszu dochodziły radosne śpiewy, muzyka i śmiech tych wszystkich, którzy byli wewnątrz krainy Wielkiego Króla.

Zaczęli więc krzyczeć i wołać: – Królu, otwórz nam!
Lecz Wielki Król im odrzekł:  – Nie wiem skąd jesteście.
Oni rzekli do Wielkiego Króla: – To my, przecież nauczałeś w naszej krainie o miłości nieprzyjaciół, o tym aby dobrze czynić tym, którzy źle nam czynią. To w naszym królestwie budowaliśmy domy, gdzie wspólnie ucztowaliśmy przy najwyborniejszym winie i najsmaczniejszym chlebie.
Król im odpowiedział: – Nie wiem kim jesteście. Odejdźcie od bram mego Królestwa, czyniący niesprawiedliwość. Tutaj mają prawo wejść jedynie Ci, którzy czynili proste czyny miłości… którzy głodnych karmili, spragnionym kubek wody podawali, nagich przyodziewali, a przybyszów przyjmowali…

maranatha

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s