Pokochać Islam

dnia

„Boże powołanie, które usłyszałem, przeznaczyło mnie do trwania w tym klasztorze, aby wraz ze wszystkimi mieszkańcami tego kraju przyczyniać się do wcielania owego Miasta Bożego, gdzie muszą zniknąć wszystkie granice krajów, ras i religii”. – Christian de Chergé

affiche

Wpis ten redagowałem nie mając świadomości, że właśnie w tym momencie dokonują się zamachy w Brukseli. Poza Chrystusem nie jesteśmy lepsi niż najgorszy dżihadysta. A jako chrześcijanie musimy obronić w sobie tę Miłość, która uzdalnia nas do kochania każdego, pomimo wszystko… Chrześcijanin jest zaproszony do miłości bezwarunkowej. Miłości, która godzi się być zranioną, zamordowaną, odrzuconą i zhańbioną. Wobec wszystkich wydarzeń, które za nami i jeszcze daleko w oddali. Trzeba nam nieustannie kształtować w sobie postawę ucznia Chrystusa. Jaka ona jest…?  Gdy uczniowi Chrystusa przystawią lufę pistoletu do skroni, ten będzie wstanie umierać bez nienawiści w sercu. Obronić w sobie serce miłujące! Oto broń XXI wieku. „Gdzie nie ma miłości, połóż miłość, a zdobędziesz miłość…” (jak powtarzał mój współbrat św. Jan od Krzyża). Jako komentarz do wydarzeń paryskich i brukselskich zostawiam Nam słowa Simone Weil: „Kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Kto miecz odkłada, kończy na Krzyżu”. A także słowa zamordowanego brata Luca, również trapisty z Tibhirine: „Panie, obdarz nas łaską umierania bez nienawiści w sercu”.

***

W nocy z 26 na 27 marca 1996 roku, w czasie trwającej wojny domowej w Algierii, porwano z klasztoru trapistów w Tibhirine siedmiu mnichów. 21 maja do zamordowania ich, przyznała się Zbrojna Grupa Islamska. 30 maja odnaleziono odcięte ich głowy. Przeorem męczeńskiej wspólnoty był Christian de Chergé.  Zwolennik dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego. Dokładał wszelkich starań, aby wraz ze swoją wspólnotą w pokoju i życzliwości, żyć obok swoich muzułmańskich braci i sąsiadów. Wspólnota Trapistów, dzięki swej chrześcijańskiej otwartości i postawie bezinteresownej miłości była niezwykle szanowana przez miejscową ludność.

Sam Christian de Chergé był realistą i miał świadomość, że  fanatyzm religijny niektórych środowisk muzułmańskich, może zagrozić istnieniu klasztoru. Mimo ryzyka, do końca wraz ze swoją wspólnotą trwał w Tibhirine, służąc ludziom i Bogu przez pracę i modlitwę.

Ostateczną postawą wobec Islamu, który Christian tak bardzo ukochał, oraz wyrazem bezwarunkowej miłości wobec muzułmańskich braci i sióstr jest jego testament, który ks. Henryk Seweryniak nazwał: „niezwykłym testamentem chrześcijańskiej samoświadomości”. (Jeżeli ktoś spyta się mnie o Islam, Muzułmanów, Uchodźców, Terroryzm i Zło… Odpowiadam Wam, że podpisuję się pod każdym słowem Fr. Christian i utożsamiam się całkowicie z jego Testamentem. Daj nam Panie, umierać bez nienawiści w sercu!).

Gdyby pewnego dnia zdarzyło się – a mogłoby to być już dzisiaj – że padnę ofiarą terroryzmu, który zdaje się obecnie zagrażać wszystkim cudzoziemcom zamieszkującym w Algierii, pragnąłbym, aby moja wspólnota, mój Kościół, moja rodzina pamiętali, że moje życie było oddane Bogu i temu krajowi. By zdali sobie sprawę, że Jedynemu Władcy wszelkiego życia to moje nagłe odejście nie było obojętne. By modlili się za mnie; bo jakże mogłem zostać uznany za godnego złożenia takiej ofiary? By potrafili związać moją śmierć z tylu innymi, które są równie okrutne, lecz pozostają ledwie zauważone i bezimienne.

Moje życie nie jest więcej warte niż jakiekolwiek inne. Ale też nie jest warte mniej. W każdym razie nie ma w nim niewinności dzieciństwa. Żyję już na tyle długo, że świadom jestem własnego udziału w złu, które niestety zdaje się przeważać na tym świecie, nawet tego, które może we mnie uderzyć. Chciałbym, gdy ten moment nadejdzie, mieć umysł na tyle jasny, bym mógł prosić o przebaczenie Boga i wszystkich moich bliźnich i równocześnie przebaczyć z całego serca temu, który ugodzi we mnie.

Nie życzę sobie takiej śmierci. Myślę, że muszę to jasno powiedzieć. Bo nie wyobrażam sobie, jak mógłbym się cieszyć z tego, że ten naród, który kocham, miałby być w czambuł oskarżony o zamordowanie mnie. To zbyt wysoka cena, za coś co prawdopodobnie zostanie określone jako „łaska męczeństwa”, by płacił ją Algierczyk, ktokolwiek nim będzie, nawet jeśli powie on sobie, że czyni to w imię po swojemu rozumianego islamu. Wiem, jaką pogardą świat darzy Algierczyków, wszystkich bez różnicy.

I znana mi jest karykatura islamu, forsowana przez typ ludzi dobrze myślących. Ci ludzie zbyt łatwo uspokajają własne sumienie, stawiając znak równania między religią i ideologią skrajnych fundamentalistów. Dla mnie Algieria i islam to dwie różne rzeczy, to ciało i dusza. Stwierdzałem to już wielokrotnie, w pełni świadom tego, co im zawdzięczam, tak często odnajdując w nich prostą nić przewodnią Ewangelii, tak jak nauczyła mnie jej moja matka, mój pierwszy Kościół –odnajdując ją właśnie tu, w Algierii, w postawie szacunku wierzących muzułmanów. Moja śmierć zapewne okaże się argumentem na rzecz tych, którzy szybko zdefiniowali mnie jako naiwnego idealistę. „Niechby nam powiedział teraz, co o tym myśli”. Ale niech ci ludzie wiedzą, że wtedy moja najbardziej dociekliwa ciekawość będzie już zaspokojona. Bo wtedy, jeśli Bóg zechce, będę mógł zobaczyć Jego dzieci islamskie, tak jak On je widzi, ludzi ogarniętych światłością chwały Chrystusa, owocu Jego Męki, obdarzonych Darem Ducha, którego tajemną radością będzie zawsze tworzenie wspólnoty, ukazywanie podobieństw i radowanie się różnicami.

Za życie utracone, całkowicie moje i całkowicie ich, dziękuję Bogu, który jak gdyby tylko dla tej Radości je stworzył, radości ze wszystkiego i mimo wszystko. Do tego „dziękuję” za całe moje życie wraz z tym, co jeszcze może się w nim zdarzyć, włączam Was wszystkich, przyjaciół dawnych i dzisiejszych, i Was przyjaciół tu na miejscu, a także moją matkę i ojca, siostry i braci, i ich rodziny – moje stokrotnie przyrzeczone dzięki! A także ciebie, przyjacielu mojej ostatniej minuty, który nie będziesz wiedział, co czynisz. Tak, ciebie też do mojego „dziękuję” włączam i do mojego „A Dieu – Z Bogiem”, którego widzę także w twojej twarzy. By dane nam było się spotkać, jak dobrym łotrom, w raju: bo tak spodobało się Bogu, który jest Ojcem nas obu. Amen.

Inch’Allah.
Algier, 1 grudnia 1993 r. – Tibhirine, 1 stycznia 1994 r.

 

FILE -- The bodies of seven French monks kidnapped two months ago in Algeria were found Thursday May 30, 1996 near the city of Medea, southwest of Algiers. 1996. The Armed Islamic Group had claimed the killing on May 24, prompting France to issue an appeal for all its citizens to leave the country. On this recent photo are four of the seven monks killed, Christian de Cherge (standing left), Luc Dochier (standing second from right), Christophe Lebreton (sitting left) and Michel Fleury (sitting right), posing at the Notre Dame de l'Atlas monastery in Tibehirine. (AP Photo/Zebar)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s